Politycy Sojuszu zaapelowali do premiera
Donalda Tuska, by rząd zajął się wreszcie problemem rosnącego bezrobocia. A
jest coraz gorzej. Dziś niemal 2,3 miliona Polsków - czyli 14,2 proc. - nie ma
pracy.
Dlatego SLD chce, by na posiedzeniu
Sejmu rząd przedstawił informację, w jaki sposób zamierza walczyć z
bezrobociem. - Przeanalizowaliśmy pierwsze
exposé, przeanalizowaliśmy tak zwane drugie exposé, pod kątem tego, co Tusk
mówił o bezrobociu i o swoich pomysłach na walkę z nim. W pierwszym ani słowem
nie wspomniał o kryzysie i walce z bezrobociem, w drugim poświęcił na ten
problem pół minuty i stwierdził, że trzeba robić wszystko, aby miejsc pracy nie
ubywało a przybywało – podkreślił rzecznik SLD Dariusz Joński. I dodał: – Naszym zdaniem nie tylko premier i minister pracy, ale również
wicepremier, powinni nie tylko ostrzegać, ale przede wszystkim powinni prezentować
konkretny program walki z bezrobociem. To, że premier chce jeździć po kraju i
rozmawiać, wiemy, ale chcemy konkretnych działań i programu walki z
bezrobociem.
Sojusz w drugiej połowie lutego zamierza
przedstawić swój własny program walki z bezrobociem. - Dzisiaj osoba zatrudniona na etacie i zarabiająca 1400 złotych
kosztuje pracodawcę tysiąc złotych więcej. Koszty po stronie pracodawców są
bardzo wysokie. Jeśli ich nie zamrozimy lub nie zmniejszymy, pracodawcy
zatrudniać nie będą - mówił Joński. Dlatego zdaniem SLD należy skorzystać
z środków z Funduszy Pracy - około 2 miliardów złotych i przekazać je
pracodawcom, którzy zatrudniając pierwszą i drugą osobę mieliby koszt ich
zatrudnienia pokryty przez okres 18 miesięcy. Warunek byłby tylko taki, że
pracodawca musiałby podpisać z pracownikiem umowę o pracę a nie "umowę
śmieciową".
Z kolei ekspert ds. ekonomii SLD
Wojciech Szewko podkreślił, że duże znaczenie będzie miało także to, w jaki
sposób Polska wyda unijne pieniądze. - Nie jest
problemem wydanie 300 miliardów złotych, ale problemem jest wydanie ich z
jakimkolwiek sensem i z jakimkolwiek celem. Powstaje pytanie, czy potrafimy nie
'wydawać środki Unii, ale wydawać je efektywnie. Czy wydawane do tej pory
środki są wydawane sprawnie? Czy ktokolwiek kontroluje, na co są wydawane? Czy
wydane do tej pory środki poprawiły konkurencyjność polskiej gospodarki? Czy
wydatkowane środki służą tworzeniu miejsc pracy w Polsce?” - pytał Szewko. I
dodał, że niekoniecznie. Przykładem są
choćby środki przeznaczone na modernizację kolei. 50 proc. nich wróci
prawdopodobnie do Brukseli. - Rząd od czterech lat nie ma pomysłu, w jaki
sposób modernizować polską kolej - krytykował Szewko. I wyliczał dalej:
-
Mamy szerokopasmowy
internet – projekt za 1 miliard euro. Opóźnienia ze względu na typowe
zaniechania urzędnicze wynoszą już dwa i pół roku. Mamy administrację – na 27
projektów 7 zostało zawieszonych ze względu na korupcję w MSWiA. Mamy słynny
projekt drogowy'– 3,5 miliarda złotych zawieszone ze względu na zmowę cenową. Zdaniem Szewki
unijne środki mogą być w Polsce "przejedzone", jak stało się to w
Grecji. - Wzywamy rząd Donalda Tuska do
przedstawienia spójnego, jednolitego i konsekwentnie realizowanego programu
wykorzystania środków Unii i o wskazanie, jaka będzie relacja między nim, a
tworzeniem nowych miejsc pracy – podsumował Szewko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz