piątek, 7 czerwca 2013

Wielka manifestacja działkowców w Łodzi


Ponad tysiąc działkowców z całego województwa łódzkiego wzięło udział w środowej manifestacji w Łodzi. Działkowcy protestowali przeciwko pomysłom Platformy Obywatelskiej dotyczącym ogrodów działkowych. Protestujący zachęcali jednocześnie wszystkich parlamentarzystów do poparcia obywatelskiego projektu ustawy o ogrodach działkowych, pod którym w całym kraju zebrano prawie milion podpisów. Organizatorem łódzkiej manifestacji był Okręgowy Zarząd Polskiego Związku Działkowców w Łodzi, którego prezesem jest Izabela Ożegalska.

Wśród demonstrujących byli przedstawiciele kliku organizacji politycznych, najliczniej na manifestację działkowców przybyli jednak politycy SLD: poseł Cezary Olejniczak, przewodniczący łódzkiego SLD Tomasz Trela, sekretarz miejskiej organizacji SLD Małgorzata Moskwa-Wodnicka, reprezentujący posła Dariusza Jońskiego – Tomasz Jura oraz przedstawiciel Federacji Młodych Socjaldemokratów Piotr Knysak.

Manifestacja działkowców przeszła od Parku im. H. Sienkiewicza pod Urząd Wojewódzki. I właśnie przed Urzędem Wojewódzkim organizatorzy oraz przybyli politycy zabrali głos w sprawie ogrodów działkowych.

Od samego początku popieraliśmy działkowców w walce o ich słuszne prawa. Dzisiejsza, tak liczna manifestacja jest dowodem na to, że ta sprawa jest ważna dla wielu Polaków. Trzeba zrobić wszystko aby zdobyć większość sejmową i przegłosować posłów PO, dlatego apeluję abyście dotarli do każdego parlamentarzysty – mówił poseł Cezary Olejniczak.

Łódzkie SLD pomagało działkowcom w zbiórce podpisów pod obywatelskim projektem ustawy, dlatego dalej mocno angażujemy się w sprawy ogrodów działkowych. Nie mam złudzeń, że jeżeli Sejm przegłosuje propozycje Platformy to łódzcy politycy PO doprowadzą do tego, że ogrody działkowe w Łodzi zostaną zaorane – przestrzegał szef SLD w Łodzi Tomasz Trela.

W imieniu posła Dariusza Jońskiego przekazuję Państwu gwarancję tego, iż Klub Poselski SLD będzie wspierał obywatelski projekt ustawy na każdym etapie prac sejmowych. Posłowie lewicy przekonują i będą dalej przekonywać parlamentarzystów z innych ugrupowań, aby również wsparli propozycje działkowców – stwierdził Tomasz Jura.

Na zakończenie manifestacji, szefowa okręgowego Zarządu Polskiego Związku Działkowców w Łodzi Izabela Ożegalska wręczyła wojewodzie łódzkiemu petycję do premiera Donalda Tuska. Liczymy na to, że treść naszego apelu dotrze do Pana Premiera i polski rząd przedstawi swoje stanowisko w sprawie ogrodów działkowych i przychyli się do naszych propozycji – mówiła prezes Ożegalska, która nagrodzona została owacją ze strony uczestników manifestacji.

Leszek Miller w Kłodzku i Nowej Rudzie - relacja


Na zaproszenie Rady Powiatowej SLD, do powiatu kłodzkiego, który jest jednym z największych w Polsce przybył Przewodniczący SLD Leszek Miller. Towarzyszyli mu; poseł Ryszard Zbrzyzny i Przewodniczący SLD na Dolnym Śląsku, Wicemarszałek Radosław Mołoń. Na dwóch spotkaniach w Kłodzku i Nowej Rudzie, sale liczące po 200 miejsc były przepełnione mieszkańcami i mediami. Łącznie w obu spotkaniach wzięło udział blisko pół tysiąca osób.

Wydarzenie w Kłodzku było transmitowane na żywo w telewizji internetowej tvnews Kłodzko i  pod tym hasłem wpisanym w wyszukiwarkę internetową, w całości jest możliwe do odtworzenia w internecie. Gospodarzami  organizowanych mitingów gospodarczo-społecznych i konferencji prasowej byli;  Przewodniczący RP SLD Kazimierz Ddrożdż i jego zastępca Adam Łącki oraz lokalne organizacje SLD w Kłodzku i Nowej Rudzie

Leszek Miller podczas spotkań zobowiązał się do przekazania premierowi  i ministrowi gospodarki, petycji, którą  w imieniu Zarządu Rady Powiatowej SLD na jego ręce złożył  Adam Łącki, wiceprzewodniczący SLD i wicestarosta  kłodzki. Owa petycja dotyczy trudnej sytuacji gospodarczej powiatu Kłodzkiego z blisko 30% bezrobociem oraz zawiera wykaz konkretnych działań, których podjęcie uzdrowiłoby obecny stan przy zmianie polityki Rządu PO,PSL . 

Na obu spotkaniach gospodarze powiatu z SLD przedstawili inicjatywę budowy kopalni węgla koksującego,  w rejonie Nowej Rudy. Przy pomocy posła Ryszarda Zbrzyznego, działacze SLD pod kierunkiem wicestarosty Łąckiego, z którym ściśle współdziałał Roman Mrozek,  pozyskali  inwestora z Australii,  polskiego pochodzenia. Zainteresowany  złożył wniosek o koncesję i chce jak najszybciej uruchomić kopalnię na docelowo 2000 miejsc pracy. Niestety wniosek inwestora pomimo monitów lokalnych samorządów już trzeci miesiąc czeka na rozstrzygnięcie  w Ministerstwie Środowiska. Przewodniczący Leszek Miller zadeklarował zdecydowane poparcie w tej sprawie podkreślając jednocześnie tę sytuację jako przykład fatalnego funkcjonowania  Rządu PO,PSL.

Ponadto gospodarze spotkania i dyskutanci postulowali zmianę polityki rządu w stronę  obywateli, szczególne wsparcie inwestycjami  i środkami dla samorządów terytorialnych o największym bezrobociu oraz zmiany absurdalnego prawa. Cała wizyta  przebiegała pod hasłem „Jak przeciwdziałać bezrobociu ?..... ”. Miller wypowiedział się, że odpowiedź na to pytanie musi zapewnić Rząd poprzez realizację odpowiedniej strategii gospodarczej, która wymaga wzrostu gospodarczego, aby powstawały nowe miejsca pracy. Tak było w Polsce, kiedy rządziło SLD - przypomniał.
Stwierdził on także, że obecnie w Polsce sama inicjatywa lokalnych samorządów w zakresie bezrobocia nie wystarczy ponieważ obecny wzrost PKB o 0,5% gwarantuje tylko stagnację  bez nowych miejsc pracy. Dopiero  wzrost PKB na poziomie 3% otwiera szansę na rozwój i zmniejszanie bezrobocia. Na obu spotkaniach L. Miller spotkał się z bardzo dużym zainteresowaniem i życzliwym przyjęciem mieszkańców ziemi kłodzkiej.

Obserwator 

środa, 5 czerwca 2013

Krzysztof Gawkowski: Kościelne gierki!


Przez Polskę przetoczyła się dyskusja na temat zakazu handlu w niedzielę. Dyskutować warto. Podobne uregulowania funkcjonują w wielu państwach Europy Zachodniej. Na tę debatę wybrano jednak bardzo zły moment. Polska gospodarka ledwo zipie. Istnieje poważne niebezpieczeństwo, że wprowadzenie zakazu handlu w niedzielę wprowadziłoby Polskę w recesję.

Drugie zagrożenie to bezrobocie. Gdyby wszyscy pracownicy marketów byli zatrudniani przez sklepy na etat, sytuacja nie byłaby aż tak dramatyczna. Niestety jednak tak nie jest. W sytuacji, w której to agencje pracy tymczasowej zatrudniają sporą część pracowników marketów, istnieje realna groźba natychmiastowych zwolnień po prowadzeniu zakazu handlu w niedzielę. A przecież dzisiaj to brak pracy jest najważniejszą troską Polaków.

Jawnym lub ukrytym argumentem większości zwolenników wprowadzenia zakazu handlu w niedzielę jest zagonienie Polaków do kościołów. Nadzieje są jednak płonne. Zakaz handlu w niedzielę obowiązuje w najbardziej zlaicyzowanych państwach Europy (Francja, Belgia), a tłumów w kościołach tam nie ma. Kościół odtrąca ludzi poglądami w takich kwestiach jak antykoncepcja, czy in vitro. Również w Polsce, jeśli hierarchowie chcą powstrzymać odpływ ludzi z kościołów, niech dostosują swoje nauczanie do XXI wieku, zamiast wprowadzać zakazy.

Zresztą – wbrew temu co sugerują niektórzy prawicowcy – niedzielne zakupy nie stały się narodowym hobby Polaków. Według badania „Time Budget Survey 2013” przeprowadzonego przez firmę GfK w niedzielę na zakupy wybiera się 19 procent respondentów. Na niedzielną mszę chodzi wg danych kościelnych 40 procent Polaków. Czyli dwa razy więcej niż na zakupy. I ponad dwa razy mniej, niż jest w Polsce deklaratywnych katolików.

Kościół niech nie miesza się do form spędzania przez Polaków czasu wolnego. Od tego wiernych mu nie przybędzie. A na dyskusję o ograniczeniach handlu w niedzielę poczekajmy do zakończenia kryzysu. Na razie ustawa zakazująca handlu w święta państwowe i kościelne dobrze spełnia swoją rolę.


Bitwa o Wielką na facebooku. Działacze rzeszowskiego SLD walczą o pomnik.


„Walczmy o pomnik i przywróćmy go miastu i jego mieszkańcom!" - tak działacze SLD z Rzeszowa nawołują do złożenia podpisu pod projektem obywatelskim uchwały, który zakłada wykup za symboliczną kwotę lub przyjęcie darowizny od oo. Bernardynów części działki, zabudowanej Pomnikiem Walk Rewolucyjnych. 

Na Facebooku pojawiły się takżę"pomnikowe" fanpage "Bitwa o Wielką". Akcję na portalu rozpoczęli młodzi działacze z SLD. Chcą dotrzeć w ten sposób do młodych ludzi. - Chcemy nadać naszej inicjatywie szerszego wymiaru. Otrzymujemy mnóstwo telefonów z pytaniami o to, jak można się do niej przyłączyć - przyznaje Wiesław Buż, szef klubu SLD w rzeszowskiej radzie miasta.

Formularze, na których można składać swoje podpisy, są dostępne m.in. w siedzibie rzeszowskiego SLD przy ul. Jałowego oraz  można je wydrukować także ze strony internetowej, jednak trzeba je dostarczyć do siedziby Sojuszu. Podpisy w przyszłym tygodniu mają być też zbierane na ulicach przez wolontariuszy.

Projekt uchwały zakłada wykup pomnika lub jego przyjęcie przez miasto w postaci darowizny. - Poprzez nasz projekt uchwały i podpisy mieszkańców chcemy zwrócić uwagę prezydenta na problem i przekonać go do działania w sprawie pomnika - mówi Buż. - Oo. Bernardynom opłaciłoby się przecież oddać pomnik nawet za symboliczną kwotę, zamiast go utrzymywać. Powinni to zrobić także dla uspokojenia emocji.

Pod projektem jest prawie 300 podpisów, do złożenia projektu potrzeba 500, ale SLD chce zebrać dużo więcej, żeby przekonać władze miasta o potrzebie działania. 

Pomnik Walk Rewolucyjnych jest własnością zakonników od 2006 r. Wtedy radni Prawa i Sprawiedliwości i Ligi Polskich Rodzin podjęli uchwałę o sprzedaży terenów sąsiadujących z gmachem urzędu wojewódzkiego zakonnikom. Warta miliony działka została sprzedana za 1 proc. wartości, czyli ok. 30 tys. zł. Przy okazji sprzedaży (znajdował się tam wtedy parking) zakonowi przekazano też teren, na którym znajduje się pomnik. 

Żródło: na podstawie rzeszow.gazeta.pl 


SLD zaprasza na swoją platformę na Paradzie Równości


Wiceszefowa SLD Paulina Piechna-Więckiewicz zaprosiła we wtorek na warszawską Paradę Równości 15 czerwca. SLD będzie miał tam swoją platformę, gdzie wspólnie z politykami Sojuszu i będzie można walczyć o równość i tolerancję. 

Piechna-Więckiecz skrytykowała też prezydenta Bronisława Komorowskiego, że nie objął Parady Równości honorowym patronatem. - Samym skandalem jest, ile organizatorzy parady musieli czekać na odpowiedź z Kancelarii Prezydenta. Pół roku minęło, zanim prezydent Komorowski zdecydował się odpowiedzieć - podkreśliła.

Warszawski radny SLD Krystian Legierski zaznaczył, że od dojrzałej władzy publicznej można by oczekiwać, że jakoś ten konflikt będzie chciała przeciąć, że będzie chciała spowodować, że wszyscy Polacy zrozumieją, iż mamy wspólną przestrzeń, którą musimy dzielić. - Coraz bardziej jestem przekonany, że Platforma zamiast rozwiązać ten problem, dolewa oliwy do ognia - nierozwiązanie takich kwestii jak in vitro, związki partnerskie i kilku innych spraw światopoglądowych jest pożywką dla sporu. Jeśli by je rozwiązać, wówczas konflikt wygasa - dodał Legierski. 


Tegoroczna Parada Równości odbędzie się 15 czerwca pod hasłem "Różnorodni równoprawni". W tym roku trasa Parady Równości - corocznej manifestacji środowisk LGBT oraz osób sprzeciwiających się homofobii i dyskryminacji - wiedzie ulicami: Wiejską, Bracką, Nowogrodzką, Kruczą, Al. Jerozolimskimi, Emilii Plater, Twardą, Grzybowską, Królewską, Kredytową, Jasną i Zgoda. Zakończy się na parkingu na tyłach "Smyka".

Interpelacja do Prezesa Rady Ministrów



Poseł Dariusz Joński napisał interpelację do Prezesa Rady Ministrów w sprawie wszczęcia przez Ministerstwo Rolnictwa postępowania dyscyplinarnego wobec Pani Agnieszki Sadłowskiej.

Leszek Miller: Euforia


Pan prezydent Komorowski swego czasu udzielił wywiadu "Gazecie Wyborczej", gdzie odpowiedział m.in. na pytanie, kiedy w 1989 roku poczuł, że jest wolny. Okazało się, że niewiele pamięta, bo akurat w dniu wyborów 4 czerwca obchodził urodziny i w dodatku urodziła się mu córka Elżbieta. "Po latach żałuję, że niestety nie przeżywałem tego dnia jako święta wolności – wyznał skruszony. Do końca myślałem, że władza komunistyczna może coś sfałszować, unieważnić". Pan prezydent myślał też, że nie brał udziału w wyborach 1989, ale dziś rano oświadczył, że niechętnie udał się jednak do urn. Po południu wrócił do poprzedniej wersji i wyraził ubolewanie, że 24 lata temu zbojkotował lokale wyborcze.

Dziś prezydent Komorowski nadrabia zaległości obchodząc hucznie razem za swoimi znajomymi rocznicę wielkiego triumfu „Solidarności”. Z tonu przemówień i relacji wynika, że prawie ćwierć wieku temu cały naród ruszył do urn, aby przepędzić znienawidzoną władzę. A jak było naprawdę? Frekwencja wyniosła 62 procent, a w drugiej turze tylko 25. Biorąc pod uwagę, że kandydaci "Solidarności" otrzymywali średnio po ok. 60% oddanych głosów, oznacza to, że głosowało na nich ok. 40 % spośród tych, którzy mogli brać udział w wyborach.


Poparcie listy krajowej, na której wystawiono 35 najważniejszych osobistości ówczesnego obozu rządzącego wynosiło pokaźne 48% głosów. Wymagane minimum ówczesna władza ustaliła jednak na 50% głosów w skali kraju, co oznaczało, że premier Mieczysław F. Rakowski z 8,2 milionami głosów nie wszedł do Sejmu. O kapitalizmie nie mówił wtedy nikt. A jeśli już, to ludziom marzył się twór ustrojowy, będący połączeniem plusów kapitalizmu (kolorowe pełne półki i swoboda wypowiedzi) z plusami socjalizmu (pewność zatrudnienia i socjalne bezpieczeństwo). Panowała niepewność i żadna butelka szampana nie została otwarta na żadnym placu.