środa, 8 maja 2013

"Niezbędnik historyczny lewicy" został zaprezentowany w Sejmie RP




Już jest! Długo oczekiwany NIEZBĘDNIK HISTORYCZNY LEWICY. Dziś w Warszawie zaprezentowano jego papierową wersję. Dla wszystkich subskrybentów Newslettera SLD wersja elektroniczna będzie dostępna już dzisiaj!
Lewica precyzuje i objaśnia pojęcia, co do których było wiele sporów, a często nawet nadinterpretacji. Dziś zaprezentowano książkę "Niezbędnik historyczny lewicy". Książka ma zaledwie 64 strony, jednak jej zwięzła treść daje do myślenia i wykłada najważniejsze według autorów zagadnienia. 

W Sejmie RP otwarcia prezentacji książki dokonał Tomasz Kalita z Centrum im. Ignacego Daszyńskiego. Podziękował on na wstępie redaktorowi wydania Bartoszowi Machalicy oraz redakcji w składzie; Danuta Waniek, Małgorzata Winiarczyk-Kossakowskiej oraz Piotr Szumlewicz.

Dziś można odnieść wrażenie, że "Okrągły stół" to była jedna wielka targowica, a PiS to organizacja socjalistyczna, a prawo do hierarchizowania świąt państwowych ma Bronisław Komorowski - mówił były rzecznik prasowy SLD. 

Ta czerwona książeczka jest naszą bronią, orężem o prawdę historyczną. Żeby kłamstwo publicznie zostało nazwane kłamstwem. My od dziś będziemy walczyć, po to by kolor czerwony miał swoje miejsce. Bez takich organizacji jak PPS, PL, SLD Polska nie znaczyła by tak wiele. Chcemy ocalić od zapomnienia wiele organizacji, które nie były związane z lewicą - powiedział Kalita. 

Za publikację podziękował także Przewodniczący SLD, Leszek Miller. Obserwujemy zjawisko, iż w miarę budowania III RP coraz więcej pieniędzy i środków obecne władze przeznaczają na proces zohydzania Polski Ludowej i nie tylko, ale także promowania własnej historii. Legitymizacja III RP następuje za pomocą legitymizacji Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej - powiedział szef SLD.

My widzimy niewątpliwe wady i zalety zarówno II RP, PRL, jak i III RP. Wiele rzeczy z epoki PRL należy zapisać po stronie pozytywnych faktów. My domagamy się obiektywnego podejścia do naszej historii. Ponieważ władze dostarczają nam dowodów, że będą używać polityki historycznej do walki politycznej, to my tę rękawicę podniesiemy - dodał Miller. 

Cieszę się z tej inicjatywy i deklaruję, że będziemy sprzyjać kolejnym tego rodzaju przedsięwzięciom. Mają one dostarczyć wiedzę, nawet jeśli jest to wiedza syntetyzowana - powiedział. 

Głos zabrał również Krzysztof Gawkowski, Sekretarz Generalny SLD. Przygotowaliśmy wydawnictwo które powinno być dobrym drogowskazem, którzy z perspektywy ostatnich lat czują się zawiedzeni tym, że historia w Polsce miała kolor polskiej prawicy. Nie bez powodów podręcznik ma takie, a nie inne wymiary. Ta forma publikacji jest dla wszystkich tych, którzy chcą się posiłkować rzetelną wiedzą, zebraną w przystępną formę. Gawkowski odniósł się też do historii. Jesteśmy to winni setkom tysięcy, a może milionom bezimienny obywateli, którzy walczyli o Polskę. Teraz lewica często nie może się cieszyć się patriotyzmem. To lewica w okresie II RP stawiała na równość i modernizację. Pokazywała na swoich sztandarach te hasła bez obaw. Bez względu na głosy komentatorów będziemy dumni, że lewica potrafi mówić o swoich osiągnięciach i tych właśnie hasłach. Historia lewicy, to historia Polski - dodał Sekretarz Generalny.

O samym niezbędniku mówił natomiast Bartosz Machalica, główny jego inicjator. Niezbędnik powstał z przekonania osób, które uważają, że lewica nie ma za co przepraszać. Lewica miała wiele ciekawych kart do pokazania. Autor odniósł się też do sytuacji czasów dzisiejszych - My nie zgadzamy się z tezą Donalda Tuska, że II Wojna Światowa skończyła się w 1989 roku stąd rozpoczęliśmy swoją pracę już we wrześniu 2011 roku. Nie jest to skrypt dla maturzystów, nie jest to zarys podręcznika historii. To próba naszej interpretacji historii. Postanowiliśmy dodać biel tam gdzie dominowała czerń i szarość. Tam gdzie było wybielanie postanowiliśmy dodać nieco ciemnych kolorów - powiedział Machalica.

Piotr Szumlewicz, który wszedł w skład redakcyjny powiedział: Trzeba pokazać jak zakłamywana jest historia przez prawicę. Wielu rozwiązań z przeszłości lewica nie powinna się wstydzić. W Polsce newsem jest to, że matka sędziego Tulei jest z SB. W tym samym czasie na próżno szukałem informacji o głodzie i ubóstwie w Polsce w badaniach Eurostatu. Postrzegajmy historię przez pryzmat interesów, postrzegamy historię przez pryzmat praw obywatelskich. Warto mówić o lewicowych poglądach - zachęcał Szumlewicz. 

Dwie kobiety równie mocno włączyły się w kreację tej publikacji. Jedną z nich była Danuta Waniek, która przestrzegała, że jedną broszurą nic się nie załatwi, jednak dodała, że jest to mimo wszystko ważna publikacja dla lewicy. Z kolei Małgorzata Winiarczyk-Kossakowska zwróciła uwagę na kilka innych spraw. Według niej, znajomość historii pozwala zrozumieć teraźniejszość. Czasami wstydzę się za moich studentów, ponieważ w niektórych przypadkach znajomość historii najnowszej jest na poziomie "mniej niż zero". Zastanawiam się, jaki jest tego powód. Czy czasem nie pozwoliliśmy na to, że prawicowy punkt widzenia stał się kanonem wykładu historii Polski. Tak, jakby wszyscy się pogodzili z takim stanem. Ten niezbędnik jest malutkim krokiem, hasłowego przedstawienia historii z punktu widzenia lewicy - dodała współautorka niezbędnika. 

Jak mawiał Napoleon "historia jest to uzgodniony zestaw kłamstw" - takim cytatem podsumował dyskusję  podczas prezentacji Tadeusz Iwiński. Widać to szczególnie w Polsce, gdzie ta tendencja do wykorzystania historii przez prawicę w walce politycznej wystąpiła ze zdwojoną siłą - dodał polityk SLD.  

Krzysztof Klimczak odpowiedzialny za strategię medialną Sojuszu




Krzysztof Klimczak, były sekretarz małopolskiego SLD został szefem zespołu medialnego. Będzie opracowywać strategię medialną także podczas kampanii wyborczych. 

 - Pana Krzysztofa znam od lat, w ciągu kilku minut stał się znany i szkoda, żeby ten kapitał się marnował - przedstawił dziennikarzom nowego stratega Leszek Miller. Odniósł się wten sposób do przemówienia 1 maja, podczas którego Klimczak mu podpowaladał. 

Z kolei Klimczak zapewnił, że 1 maja nie miał pokusy, by wyjść zza pleców byłego premiera i przemówić do zebranych własnym głosem. Zaznaczył, że obserwuje lidera Sojuszu od lat i stara się od niego uczyć. - W żadnym wypadku nie miałem ochoty, by wychodzić przed szereg i wygłaszać przemówienia. Nie brzmiał bym tak wiarygodnie, jak przewodniczący Miller - dodał.

Klimczak ma 31 lat. Jest absolwentem Wydziału Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego. W latach 2008 – 2010 był asystentem zastępcy prezydenta Miasta Krakowa ds. Infrastruktury prof. Wiesława Starowicza. Do 2011 roku Przewodniczący Stowarzyszenia Dialogu Obywatelskiego oraz Wiceprzewodniczący i współzałożyciel Stowarzyszenia Przyjaciół Nauki przy Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego. Wraz z Millerem jest współzałożycielem Socjalliberalnej Platformy Programowej SLD. Jest też członkiem założycielem Instytutu Europejskiego i Centrum im. Ignacego Daszyńskiego. Do 2012 r. należał do Federacji Młodych Socjaldemokratów. Był sekretarzem, a następnie szefem jej struktur w Małopolsce. W 2012 r. objął funkcję sekretarz Małopolskiej Rady Wojewódzkiej SLD. Klimczak jest członkiem Rady Krajowej Sojuszu.

wtorek, 7 maja 2013

Walcząc z biedą: nowy program dla lepszej Europy



Unijny fundusz dla najbardziej potrzebujących, mający zastąpić działający dziś program żywnościowy, być może nie wyeliminuje zjawiska biedy, ale będzie w stanie zaspokoić minimalne potrzeby życiowe tym, którzy cierpią z braku jedzenia, ubrań i dachu nad głową. 7 maja komisja ds. zatrudnienia (EMPL) przedyskutuje jego przyszłość. Statystyki wykazują, że dziś ponad 116 mln osób w UE cierpi z powodu biedy. Jeśli fundusz zacznie działać, szacuje się, że może pomóc przynajmniej 2 mln. osób rocznie.
Europejski Fundusz Pomocy Najbardziej Potrzebującym, zaproponowany przez Komisję Europejską, ma zastąpić działający do tej pory program dystrybucji żywności, dysponujący rocznym budżetem 500 milionów euro. Głównymi założeniami nowego programu byłoby wspieranie osób, którzy cierpią z powodu braku jedzenia i ubrań, pomoc dzieciom żyjącym w skrajnej nędzy oraz osobom bezdomnym. Na ten cel, na lata 2014-2020, KE przewiduje fundusze w wysokości 2,5 miliarda euro. Głównym narzędziem walki z biedą pozostanie wciąż Europejski Fundusz Społeczny.

Wielki potencjał

Autorka rezolucji komisji EMPL, Irlandzka deputowana S&D (Socjaldemokraci) Emer Costello uważa, że zaproponowane środki są zbyt ograniczone i z pewnością nie pokryją ogromnego zapotrzebowania. Mimo to, posłanka wciąż opowiada się za przyjęciem propozycji, która może pomóc w walce z najgorszymi formami biedy i wykluczenia społecznego w Europie. Z programu w największym stopniu mogliby skorzystać ludzie bezdomni oraz dzieci pochodzące z ubogich rodzin.

Następne kroki

Komisja ds. zatrudnienia przedyskutuje założenia rezolucji podczas posiedzenia 7 maja. Przed ostatecznym głosowaniem plenarnym, dokument musi zostać zatwierdzony przez jej członków.

Źródło: PE

Piotr Gadzinowski: Stalin polskim patriotą był



Gdyby nie było PRL-u, to trzeba by go koniecznie wymyślić. Aby elity III RP nie musiały przemęczać się myśleniem.
PRL jest dziś zjawiskiem niezwykle użytecznym. Zwalnia od odpowiedzialności i myślenia. Dziurawe drogi, opóźnione pociągi, układy zamknięte, szlabany otwarte, chamstwo i sobiepaństwo, ponuractwo i partyjniactwo, a nawet nieumiejętność porządnego grillowania to wszystko jest pokłosiem PRL-u. Efektem zsowietyzowania wspaniałego kiedyś polskiego Narodu.

W dawnym, prawdziwym PRL-u rolę obecnego PRL–u grały okupacja niemiecka i przedwojenna sanacja. One wtedy były winne dziurawym drogom, opóźnionym pociągom, układom i szlabanom, chamstwu i ponuractwu oraz braku elementarnej kultury grillowania.

O ile wpływ okupacji niemieckiej na niedorozwój kultury grillowania był niezaprzeczalny, to wraz z dorastaniem PRL-u wiara mas pracujących miast i wsi w demoniczność „sanacji” malała. 

Efektem obrzydzania II RP przez dyżurnych propagandzistów PRL była olbrzymia popularność telewizyjnego programu „W starym kinie”. Tam redaktor Stanisław Janicki prezentował przedwojenne filmy fabularne. Choć zwykle nieporadne artystycznie, stały się popularnym substytutem niepropagandowych informacji o „sanacji”. Dziś też moda na PRL jest wszechobecna.

Zresztą żyjący wtedy świadkowie czasów „sanacyjnych” tłumaczyli przedwojenną biedę i zacofanie dziedzictwem zaborów i wyniszczającą kraj pierwszą wojną światową. A zabory, jak pamiętają ci, którzy czytali XIX-wieczne spory publicystyczne, były efektem słabości I Rzeczpospolitej, zwłaszcza jej elit. 

Cóż z tego, że uchwaliliśmy nowoczesną Konstytucję 3 Maja, skoro nie weszła do życia państwowego. I gdyby szukać w naszej historii skutecznego ruchu reformującego społeczeństwo i państwo, to takim były „egzekucje praw i dóbr” średniej szlachty z XVI wieku.

Potem już nowoczesne konstytucje nadawali nam zaborcy. Ruski car zniósł poddaństwo naszych chłopów, niemiecki dał nam fundamenty państwa prawa, a austriacko-węgierski zasady demokracji parlamentarno-gabinetowej. Kraj uprzemysłowili nam Niemcy, Żydzi i Rosjanie. Rdzenni Polacy najłatwiej spełniali się w sferze administracji i usług.

Paradoksalnie Polska „rdzenna etnicznie”, o jaką teraz postulują maszerując radykalni narodowcy, czyli „Polska dla Polaków”, to nie była II RP, ale właśnie tak niepopularny dzisiaj wśród zdeklarowanych patriotów PRL. Nigdy w naszej historii Polska nie była tak silnie etnicznie polską jak za czasów PRL. 

Warto przypomnieć, że nie był to efekt działań Romana Dmowskiego tylko Józefa Stalina. To Stalin i jego drużyna wtłoczyli Polskę w historyczne „chrobrowe granice”, chociaż „Mieczyków Chrobrego” w klapach nie nosili. To stalinowska polityka sprawiła, że PRL był państwem ze zmarginalizowanymi mniejszościami narodowymi. 

Gdyby dzisiejsi narodowcy chcieli okazać realną, nie zmitologizowaną, wdzięczność za byłą i obecną rdzenność etniczną Polski, to swe marsze powinni zaczynać pod pomnikiem Dmowskiego, a kończyć pod pomnikiem Stalina.

Ale pomnika Stalina w Polsce nie ma.

Czemu w „komunistycznym” PRL-u pomnik Stalina nie stanął? Polityka tak zasłużonego dla polskiej narodowej rdzenności, „czystości” rasowej wręcz.

Tadeusz Iwiński: Izrael i bliskowschodnie znaki zapytania



Po raz drugi w ciągu minionego miesiąca, z niewielką delegacją Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, odwiedziłem krótko Izrael, w którym po niedawnych wyborach parlamentarnych wyłoniono nowy rząd kierowany ponownie przez premiera Beniamina Netanjahu (tzw. Bibi 3; pierwszy jego gabinet był w latach 1996-1999, zaś drugi od 2009 r.).
Odbywaliśmy za pierwszym razem rozmowy z całą czołówką polityków palestyńskich (łącznie z prezydentem Abbasem), nie tylko w Ramallah, lecz np. we wschodniej Jerozolimie, której przyszły los stanowi jedną z największych kości niezgody w mającym już 66-letnią historię konflikcie izraelsko-palestyńskim. Teraz skoncentrowaliśmy się na spotkaniach z nowo wybranymi władzami Izraela. Pod nieobecność 90-letniego (wciąż bardzo sprawnego) prezydenta Szimona Peresa (bawił z wizytą oficjalną w Watykanie i papież Franciszek przyjął zaproszenie do odwiedzenia Izraela) spotkaliśmy się z p. o. głowy państwa, nowym przewodniczącym Knessetu Yoelem Edelsteinem (w końcu lat 80. przybył tu, podobnie jak setki tysięcy Żydów, z byłego ZSRR) i z wieloma ministrami, m.in. z Tzipi Livni (niegdyś szefową dyplomacji, a teraz minister sprawiedliwości oraz główną negocjatorką w rozmowach izraelsko- palestyńskich, która przed laty ujawniła, iż pracowała dla Mosadu), Yakovem Peri (minister nauki i technologii, niegdyś szef legendarnego Szin Betu/Szabaku, czyli Służby Bezpieczeństwa Ogólnego) i wiceministrem spraw zagranicznych Zeev Elkinem (na czele resortu stoi na razie premier). Także z wieloma deputowanymi i miejscowymi analitykami.

Gdybym miał najkrócej określić sytuację w Izraelu, kraju bardzo nowoczesnym i demokratycznym, to powiedziałbym następująco-przypominając stare żydowskie przysłowie, iż “Do chleba znajdziesz zawsze właściwy nóż”. Nie jest wiadomo, czy ten najlepszy “nóż” się znajdzie i co do tego elita polityczna w Tel Avivie i Jerozolimie jest dość wyraźnie podzielona. W 120-osobowym Knessecie zasiadają przedstawiciele aż 18 partii (nie ma progu wyborczego), zaś koalicyjny rząd tworzą reprezentanci aż 4 ugrupowań.

Panuje zupełnie nowa sytuacja. Upływ czasu NIE działa na korzyść Izraela. Chodzi zwłaszcza o czynnik demograficzny, w relacjach społeczności żydowskiej z Palestyńczykami i całym 200-milionowym światem arabskim Niestabilność sytuacji w Egipcie (w okresie dyktatury Mubaraka to największe państwo arabskie było jednak w miarę przewidywalnym partnerem) oraz tragiczna wojna domowa w Syrii (rząd prezydenta Asada był podobnie pod wieloma względami także przewidywalny) stwarzają liczne nowe wyzwania. Dlatego rząd izraelski zachowuje dużą ostrożność w odniesieniu do działań rebeliantów syryjskich, obawiając się nadmiernego wpływu w ich szeregach sił ekstremizmu islamskiego, a nawet ugrupowań terrorystycznych.

Bodaj najwięcej obaw rodzi wszakże polityka Teheranu i rozwijany wciąż irański program nuklearny. Toczy się w Izraelu poważny wewnętrzny spór polityczny, czy w procesie wzbogacania uranu Iran przekroczył już “czerwoną linię”, o której mówił prezydent Obama, a także- stosunkowo niedawno w ONZ-sam premier Netanjahu, czy też nie. Gdyby uznano, że tak- Izrael mógłby nie cofnąć się przed atakiem lotniczym na ośrodki w Natanz i Fordo, co z kolei mogłoby wywołać trudne do oceny konsekwencje i grozić otwarciem swoistej “puszki Pandory”. Ale dziś sytuacja nie jest taka sama, jak w 1981r., gdy lotnictwo izraelskie zbombardowało reaktor w Osiraku, w Iraku.

Wciąż naczelnym problemem do rozwiązania pozostaje kwestia utworzenia DWÓCH PAŃSTW na terenie historycznej Palestyny, co przewidywała uchwała ONZ z listopada 1947r. 14 maja 1948r. doszło do utworzenia państwa Izrael, ale nigdy nie powstała niepodległa Palestyna. Po kilku wojnach i zmieniających się konfiguracjach politycznych wiadomo, iż rzecz sprowadza się do rozstrzygnięcia t r z e c h kwestii. Po pierwsze- GRANIC PRZYSZŁEGO PAŃSTWA PALESTYŃSKIEGO. Kierownictwo Fatahu i Autonomii Palestyńskiej (obejmuje ona tzw. Zachodni Brzeg Jordanu) jest gotowe przystać na granice z 1967r. (to zaledwie 22% terytorium historycznej Palestyny). Ale pozostaje sprawa pojednania między Hamasem, sprawującym władzę w strefie Gazy (współpracującym blisko z Iranem) a właśnie Fatahem, przeprowadzenia wspólnych wyborów itd. Palestyńczyków bodaj najbardziej boli ogromnie rozwijające się osadnictwo palestyńskie i łącznie 500 km murów, rozdzielających obie społeczności.

Drugim znakiem zapytania jest PRZYSZŁOŚĆ JEROZOLIMY. Wydaje się, iż jedynym rozwiązaniem jest to, aby wschodnia jej część stała się stolicą państwa palestyńskiego, a pozostała – stolicą Izraela. Przy czym całe to historyczne miasto powinno zostać jako swoiście otwarta metropolia, święte miasto 4 religii. Trzecia kwestia to LOSY UCHODŹCÓW PALESTYŃSKICH. Zapewne w większości nie będą oni mogli -z różnych powodów- wrócić na tereny Izraela czy nowo powstałego państwa palestyńskiego. Pozostaną (jako społeczność na ogół świetnie wykształcona) w krajach dotychczasowego pobytu, szczególnie w strefie Zatoki Perskiej.

Istotne pytanie jest wreszcie następujące – czy i kiedy należy wznowić rokowania izraelsko- palestyńskie. W dużym stopniu zmarnowano minione dwie dekady. Teraz bardzo zaangażowali się w ten proces Amerykanie, w tym prezydent Obama. Sekretarz Stanu John Kerry dużą część swojego czasu spędza ostatnio właśnie na Bliskim Wschodzie. Czy dojdzie do takich rozmów? Król Jordanii Abdullah II był w rozmowie z nami wielkim optymistą, dopuszczając nawet możliwość finalnego szczytu w USA jeszcze latem, b.r., po uprzednich poufnych negocjacjach. W Izraelu nie brak otwartych przeciwników takiego wariantu, również w szeregach obecnego rządu. Ale wydają się oni jednak być W MNIEJSZOŚĆI. Także opinia społeczna opowiada się raczej ZA porozumieniem z Palestyńczykami ( w proporcji 2:1). Być może trzeba będzie w tej materii przeprowadzić REFERENDUM. Taki scenariusz dopuścił niedawno sam Netanjahu.

Ale znaków zapytania wciąż nie brakuje. Albowiem-jak głosi moje ulubione powiedzenie arabskie- “WIELBŁĄD MA SWOJE PLANY, A POGANIACZ SWOJE”.

/-/ prof. Tadeusz Iwiński
Poseł na Sejm RP Ziemi Warmińsko – Mazurskiej

Kandydat na kanclerza Niemiec w Polsce




Już 10 maja, po wspólnej konferencji Leszka Millera i Peera Steinbrücka, kandydata SPD na stanowisko kanclerza w wyborach w 2013 roku,  zapraszamy na debatę "Razem w Europie - jaką drogą wyjdziemy z kryzysu". 
Debata rozpocznie się o godz. 15.00 w Audytorium Maximum Uniwersytetu Warszawskiego (ul. Krakowskie Przedmieście 26/28). Uczestnicy debaty wezmą udział  w dyskusji o socjaldemokratycznej wizji wyjścia z kryzysu, a rozpocznie ją wystąpienie naszego zagranicznego gościa. 

Organizatorami tego politycznego wydarzenia są "Gazeta Wyborcza", Uniwersytet Warszawski i Fundacja im. Fredricha Eberta. Na stronie www.feswar.org.pl będzie można obejrzeć internetową transmisję spotkania.


Konferencja historyczna 100-lecie urodzin Edwarda Gierka



Przewodniczący SLD Leszek Miller, w imieniu swojego Klubu Poselskiego, Ruchu Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka oraz Polskiej Partii Socjalistycznej otworzył dziś seminarium 100-lecie urodzin Edwarda Gierka.
Na początku spotkania zebrani oklaskami dołączyli się do życzeń, jakie Miller złożył niedawnemu jubilatowi, Adamowi Gierkowi, który skończył 75 lat. 

W przemówieniu rozpoczynającym konferencję Miller przypomniał iż SLD i różne organizacje ogłosiły na początku roku decyzję o tym, że rok, w którym jest setna rocznica urodzin Edwarda Gierka będzie społecznym rokiem tego przywódcy. Reakcja wielu środowisk była niesłychanie niechętna. Pamiętam, że nawet ruchliwość polskich faszystów, którzy byli aktywni przy 11 listopada nie spotkała się z takim oporem jak inicjatywy związane z uczczeniem tego wielkiego Polaka. To pokazuje jak Polska jest podzielona w ocenie przeszłości - powiedział Miller. Według niego są tacy w kraju chcą ułożyć polską historię na dobre i złe karty, bez żadnego obiektywizmu. Dzisiejsza konferencja jest dobrą okazja, żeby pomówić o Edwardzie Gierku i o historii państwa i świata, w których Edward Gierek działał spokojnie, bez emocji i obiektywnie - dodał Przewodniczący SLD.

Szef SLD otworzył też debatę, która była dyskusją naukowców, wśród których wystąpili prof. Adam Gierek, prof. Andrzej Friszke, prof. Paweł Bożyk, prof. Andrzej Werblan oraz prof. Wojciech Morawski. Po wystąpieniach panelistów odbyła się żywiołowa dyskusja przybyłych na konferencję gości. Warto odnotować, że sejmowa sala 118 wypełniona było po brzegi.